|
Dobra. Głęboki wdech. Dłoń jeszcze tylko muska kluczyki. Czekajcie, kochane. Zaraz wrócę. Upał wali mnie w łeb. Zapomniałem jakim dobrodziejstwem jest klima.
Robię to. Wysiadam.
Cholera, nie mogę uwierzyć. Kamienny chodnik oddycha gorącem. Widzę szyld i drzwi baru. Biegnę. Szybciej, szybciej - wali moje serce.
Dziewczyna już jest w środku. Cholera, nie zauważyłem, kiedy weszła. Kiedyś powiedziałbym „niezła laska”, ale teraz mogę myśleć tylko o jednym. O niej. Stoi tam całkiem sama, a klucze... Jezu!
|
|
|
|